Podzielić się kotem

Otwieram dzisiaj wiadomości  i co widzę?

Wielki tytuł : Światowy Dzień Kota!

Od samego patrzenia na pyszczki kociaków zrobiło się miło od rana.

Tak nie a propos, kot też może mieć problem. Kto go przygarnie, gdy pan i pani już nie chcą być razem?

Może wolałby zostać z panią, ale nikt go przecież nie zapyta, bo jak? Może tylko uciec na szafę gdy ktoś przyjdzie po niego z postanowieniem sądu.

To dziwnie brzmi, że zwierzęta choć nie są  przecież rzeczami, to jednak w obrocie stosuje się do nich przepisy kodeksu cywilnego o rzeczach. 

Jeszcze dziwniej brzmi to, że nasze zwierzaki domowe to, o zgrozo, tzw. składniki  naszego majątku wspólnego i skoro tak, to jak wszystkie pozostałe podlegają podziałowi. Spokojnie, wiadomo przecież, że nie przez podział fizyczny!

Jak się ludzie kłócą, to już prawie o wszystko. I co wtedy? W ekstremalnej i bezsensownej sytuacji sąd będzie musiał też orzekać i wobec kota. Będzie więc musiał ustalić, czy jest wspólny małżeński, jaka jest jego wartość, jak każda ze stron ( bo obie go chcą dla siebie) opiekowała się pupilkiem, czy kicia będzie miała tu, czy tam zapewnioną miseczkę i żwirek itd.

A może kotek nie należy do majątku wspólnego, tylko jest prezentem dla dziecka lub dla  niej albo pojawił się z panem czy panią, zanim powiedzieli sobie „tak”?

Cała procedura. Gorzej, jeśli zwierzak jest cenny, bo wtedy chodzi też o pieniądze; obawiam się, że głównie o pieniądze.

A co na to kot?

Najlepiej gdyby uciekł tam, gdzie kocimiętka rośnie :)

{ 9 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Adam Knopik | Wypadek samochodowy w Niemczech Luty 17, 2014 o 23:52

Jako posiadacz kota wiem, że kot i tak zawsze będzie chodził swoimi drogami… takie już są koty :) i w sumie dobrze, bo na tym m.in. polega ich urok :)

A propos podziału kota – to w sumie dobrze, jeśli małżonkowie będą się jeszcze o niego spierać… gorzej by było, gdyby żadne z nich go już nie chciało…
Sytuację taką dobrze obrazuje dowcip rysunkowy, który kiedyś widziałem w jakiejś gazecie (bodajże Dziennik Zachodni), co prawda nie dotyczył on praw do kota a do dzieci… ale niech będzie…

Rysunek ten przedstawiał dwie kobiety, które spotkały się na ulicy – pierwsza była z gromadka dzieci, druga sama. Ta druga pyta tę pierwszą:
– Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem? Podobno strasznie żarliście się o prawa do dzieci? Na co ta pierwsza jej odpowiada:
– Tak, ja przegrałam…
:)

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 18, 2014 o 02:08

No to myślę Adamie, że Twój kot z okazji Dnia KOTA miał dzisiaj same przywileje w domu:). Ja natomiast mam psinę – charakterną beagelkę,a ona uważa, że każdy dzień jest Dniem PSA!

Świetny dowcip podrzuciłeś! Dzięki za trochę humoru tutaj!:)

Dzięki!

Odpowiedz

Joanna Marska | Umowazdeweloperem.pl Luty 18, 2014 o 22:40

Jak z narzeczonym postanowiliśmy „adoptować” kota z tzw. domu tymczasowego, dowiedziałam się, że niektóre osoby prowadzące dom tymczasowy baaardzo dociekliwie badają, czy ktoś kto chce zaopiekować się kotem faktycznie się do tego nadaje.
Między innymi jeśli kota chce zaadoptować para, to zadaje się pytanie kto weźmie kota, jeśli dojdzie do rozstania. Może potem w sądzie taka deklaracja by miała wpływ na to, jak kot zostanie „podzielony” :)
Całe szczęście nam nie zadano tego pytania (a walka o kota byłaby z pewnością bardziej zacięta niż przy podziale wspólnego majątku :) )

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 18, 2014 o 23:52

Cudne to :)
Dziękuję za ten głos :)

Odpowiedz

Betsey Styczeń 9, 2017 o 04:01

Heckuva good job. I sure aprcapiete it.

Odpowiedz

Maciej Bednarek: Jak napisać dobrą umowę Marzec 15, 2014 o 20:36

Również jestem posiadaczem kota i bardzo nie lubię, gdy prawo traktuje koty jak rzecz. Prawo bywa często bardzo „nieczułe”.

Bardziej jednak martwi mnie bezpośrednia znieczulica ludzi z jaką czasem przychodzi nam się spotkać w życiu.

Miło jednak być w gronie miłośników zwierząt :)

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Bożena Żuber Marzec 15, 2014 o 21:55

Hej,
dziękuję za słówko:)
Mój pies pozdrawia Twojego kicię:)

Pozdrowienia :)

Odpowiedz

Jutta Lipiec 14, 2014 o 02:53

To niesamowite, jak w tak dramatycznej historii można znaleźć nieco … humoru,
ech..:) Jestem 2.5tyg po rozwodzie, przede mną pozostaje podział majątku (na deklarowaną chęć ugodowego porozumienia przez męża w odpowiedzi na pozew -taaak, jest na to dowód! -nie widzę perspektyw) i temat psa (9cioletnia bigielka :) ) podejmowany mniej więcej był tak:
– nooo, a co zrobimy z psem?
-ja ją wezmę, wezmę ją czasami do pracy (mam warunki), a i wiesz, że ze mną jej lepiej bedzie i czasu mniej sama spędzi niż z tobą, chora jest… leki trzeba podawać…
-a fakt! to co … „alimenty” będziesz chciala na psa? no bo …karma jeszcze dochodzi i wizyty u weterynarza…
– …. (kurcze, nawet o tym nie pomyślalam!)…no TAK!
– to ja biorę Sarę (w minutę podlicza wszystkie koszty miesięczne)… to jakieś 350zł bedziesz miala do zaplacenia
Minęły ponad 2 tygodnie od tamtej rozmowy, wieczorem po rozprawie…
i tylko popłakuję nad swoją naiwnością … do dzisiaj ! :)
Dziekuję za tego bloga, jestem dopiero na poczatku czytania Pani wpisów,
ale też … początku teraz już prawdziwej walki ( …i chyba się przeproszę na moment z moimi wartościami, bo jak czytam … nic nie osiągnę poza depresją i łzami , …mieszkając w mojej … pracy ;( ). Dziś tamten dialog traktuję jako kolejny żart o „kocie”. I przepraszam za tak długi wpis. Podrawiam

Odpowiedz

Bożena Żuber Lipiec 14, 2014 o 18:36

HEJ, ja też mam 9-letnią bigielkę ! :)
Musi chyba minąć trochę czasu, żeby złapać równowagę…
Proszę się trzymać!
Dziękuję za obecność i serdecznie pozdrawiam :)

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: