Podział majątku wspólnego – gdy obie strony nie chcą rzeczy wspólnej

Muszę powrócić jeszcze na chwilę do poprzedniego wpisu.

Mówiłam tam o pułapkach, gdy obie strony w podziale majątku wspólnego chcą otrzymać tylko dla siebie tę samą rzecz, ale jednocześnie  obie utrzymują jej zaniżoną wartość po to,  żeby w razie jej otrzymania spłacać drugiej stronie mniejsze kwoty.

Nie powiedziałam jednak, co nimi powoduje, że tak się zachowują.

Otóż z praktyki  sal sądowych widzę, że mechanizm jest tu banalnie prosty.

Jeśli podam  to na przykładzie mojej blogowej pary Hanki i Jacka, to na pewno szybko zrozumiesz, o co mi chodzi :)

Otóż, skoro Hanka podała do podziału majątku działkę  zaniżając jej wartość do 100 tyś., to Jacek, będąc świadomy tej zaniżonej ceny, automatycznie przelicza sobie w głowie, że to dla niego też jest dobry interes. Wiadomo, że na rynku wartość ta jest znacznie większa. I wtedy mówi sobie tak: wprawdzie mi ta działka  do szczęścia niepotrzebna, ale jak za tyle, to ja ją biorę, a ciebie spłacę.

Jak widzisz , Jacek jest sprytniejszy, a skrywanym motywem jego posunięcia, była tylko  zawistowana przez Hankę cena, a nie rzeczywista przydatność tej działki dla niego. Jeśli dalej będzie miał silniejsze niż Hanka karty, to wygra, gdy ta nie zorientuje się w porę i nie podniesie ceny. Gdyby natomiast Hanka od samego początku podała we wniosku o podział majątku rynkową wartość działki (mniej więcej), to w tym wypadku Jacek nie przystąpiłby do tej gry.

Często zatem stanowisko drugiej strony co do tego, jakie składniki majątku wspólnego mają przypaść na rzecz każdej z nich zależy od wskazywanej przez nie wartości tych składników, a nie rzeczywistej potrzeby ich posiadania, dlatego nie można tego robić  całkiem bez głowy :).

To tyle w skrócie na ten temat.

*****************************

A co się dzieje, gdy żadne z  nas nie chce jakiegoś przedmiotu, który wchodzi w skład majątku wspólnego, zapytasz?

No właśnie, jak sąd ma postąpić w takiej sytuacji? Czy ma prawo  przyznać Tobie  własność rzeczy, której nie chcesz mieć?

Czy sąd może tak zrobić w podziale majątku wspólnego pomimo Twoich protestów bo ocenia, że  okoliczności wskazują mu na to, że to Tobie trzeba przyznać rzecz w naturze i zasadzić od Ciebie spłaty ?

Niech przykładem będzie sytuacja, kiedy Hanka i Jacek mają  do podziału wspólny samochód. Tylko  on ma prawo jazdy, ale mówi, że  nie chce tego auta i niech sąd przyzna  go Hance, a jemu  zasądzi spłatę. Lecz Hanka na to odpowiada, że ten samochód jej niepotrzebny i bardzo dziękuje, ale nie. Nie musi się zresztą tłumaczyć dlaczego nie chce.

Wobec takiego dictum sądowi nie pozostaje nic innego jak tylko zarządzić sprzedaż tego samochodu, a po sprzedaży podzielić strony ceną sprzedaży. Nie da się przecież podzielić auta fizycznie na połowę.

Nie jest natomiast możliwe  „przydzielenie” własności auta ani Hance ani Jackowi skoro każde z nich oświadczyło, że odmawia nabycia własności całości.

Jest to jednak najgorsze wyjście i trzeba mieć tego świadomość.

Przy takim rozwiązaniu, obie strony tracą finansowo, ponieważ dostaną przysłowiowe grosze. Przykładowy samochód zostanie sprzedany w drodze licytacji przez komornika za 75% ceny oszacowania, jak dobrze pójdzie, albo w drugiej licytacji za jeszcze mniejszą cenę. O tego komornik zabierze  jeszcze swoje koszty postępowania i niewiele zostanie do podziału.

Najlepiej więc w takiej sytuacji złożyć zgodny wniosek o zawieszenie postępowania o podział majątku wspólnego z tym uzasadnieniem, że strony same sprzedadzą samochód na wolnym rynku i do podziału wejdzie cena rynkowa tego przedmiotu.

Pamiętam jedną ze spraw, gdzie wprawdzie chodziło o dział spadku i zniesienie współwłasności (ale to podobne postępowania) i jedna ze stron za żadne skarby świata nie chciała aby mieszkanie, które zajmowała ze swoją rodziną, miało przypaść na jej własność za spłatą na rzecz drugiej strony. Było to w czasach, kiedy ceny mieszkań  na rynku były bardzo wysokie, w związku z czym także i jej mieszkanie, choć było w marnym stanie technicznym, biegły wycenił na sporą kwotę.

Konsekwencją tej wyceny była perspektywa wysokiej spłaty z wartości udziału, z czym ta strona nie chciała się zgodzić. Zawiesiliśmy trwające chyba już ze 3 lata postępowanie, aby lokal sprzedać na rynku, ale  nic z tego nie wyszło. Nie było chętnych. Strony były już tak skłócone ze sobą, że pomimo wielu wersji propozycji ugodowych, nie było widać końca sporu, tym bardziej że rozliczenia były wielopiętrowe, a współwłaścicielka mieszkania  absolutnie  nie chciała jego własności. Druga strona oczywiście też nie.

Zostawało już tylko oczekiwać wydanie postanowienia o sprzedaży licytacyjnej.

Tłumaczyłam, jak mogłam że to  będzie fatalne rozwiązanie, że nie można tracić dachu nad głową jaki by on nie był, tym bardziej, że nie było realnych możliwości finansowych na inne mieszkanie. Na szczęście , jak to w beznadziejnych sytuacjach bywa, wyjście z problemu pojawiło się z całkiem nieoczekiwanej strony bo także uparty dotychczas przeciwnik zrozumiał wreszcie , że i on na tej wzajemnej zawziętości bardzo straci, gdyż w razie licytacji mieszkania, niewiele dostanie tytułem spłaty.

I w końcu zawarliśmy po iluś tam latach ugodę , w której zgodnie obniżyliśmy wartość mieszkania i  ustaliliśmy sposób rozliczeń także  wszystkich pozostałych rzeczy.

Choć spisywanie ugody w sądzie trwało kilka godzin,  dla mnie najważniejsze było to, że dzięki niej nie doszło do licytacji, której skutki powodowałyby następne  i następne problemy.

Czasami, widzisz, ludzie doprowadzają się już do takiego stanu wzajemnej niechęci w postępowaniu o podział majątku, że przyjmują postawę typu – ja nie dostanę, ale ty też nic z tego nie będziesz miał.

Trzeba dużo czasu i cierpliwości, by w końcu zrozumieli, że nie tędy droga. A gdy w końcu to się uda, spada z serca kamień.

:)

 

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Aga Styczeń 14, 2017 o 11:24

Witam, a czy w przypadku, jeśli komornikowi nie uda się niczego sprzedać, to ponosimy jakieś koszty? Co wówczas z tym niesprzedanym majątkiem?

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: