Nie zgadzam się na …

Chcę dzisiaj powiedzieć o czymś, co męczy mnie od kilku dni i niestety niejednokrotnie  dotyka tych, którzy stykają się z sądem.

Wiele lat pracy na salach sądowych powinno mnie uodpornić. Ale nie. Nie da się.

O co mi chodzi – niedawny  przykład:

Kobieta przed wejściem na salę rozpraw wpada w histerię – płacze, że ten cały proces nie ma sensu bo sędzia już i tak wcześniej „wydał wyrok”, bo już wiadomo, bo „przecież widziała pani, jak się zachowywał”, że „to co ja powiem i tak już nie ma znaczenia” itd.itp.

Ona ma rację. Nie dziwię się, że tak emocjonalnie reaguje. Co z tego, że proszę ją, aby spróbowała się uspokoić i że tłumaczę jej, że sprawa nie jest jeszcze zakończona, a jej zeznania mają znaczenie. Ona do końca życia będzie pamiętała miny sędziego, jego uśmieszki pod nosem, kąśliwe, ironiczne  komentarze podczas zeznań i spojrzenia na drugą stronę pełne zrozumienia, pytania tezy i całe to przedstawienie.

Co z tego, że protestuję, że sprawa jest nagrywana, że pilnuję, aby ta kobieta powiedziała to, co ma w swojej sprawie do powiedzenia mimo irytacji sędziego. Co z tego, że sprzeciwiam się zadawaniu jej następnych  pytań zanim ona zdąży odpowiedzieć na poprzednie. Nic z tego, bo tu już nie chodzi o sam wyrok, ale o samo  zetknięcie się z sądem  i sprawowanie jak to się mówi, wymiaru  sprawiedliwości. Nic z tego, bo żadne skargi nie zmienią już poczucia tej kobiety i nie odwrócą jej fatalnych wrażeń.

Dlaczego ja w ogóle o tym mówię?

Dlatego, że jestem wściekła na takie traktowanie stron. Jestem wściekła na niczym uzasadnione poczucie wyższości wynikające z posiadania władzy dającej rzekomo prawo do nieszanowania praw innych albo gwałcenia zasad choćby zwykłej przyzwoitości. Nie zgadzam się z tym!

Jeśli mnie, że tak powiem, starego adwokata, tak mocno denerwują podobne zachowania na sali sądowej, to przecież o ile dotkliwiej odczuwają je osoby, które z sądem spotykają się pierwszy raz.

Ja wiem, że to nie jest reguła, bo przecież  są i tacy, nawet większość, którzy sądzą bez zarzutu. Ale ani mnie, ani tego, który przychodzi do sądu nie obchodzi  żadna reguła, bo  za każdym razem ważna jest tylko ta sprawa, która  dzieje się tu i teraz. 

Wiem też, że jak w każdej grupie zawodowej są ludzie i ludziska.  Ale naprawdę, co to ma do rzeczy?

Bo czy masz dziękować, za to że traktowano Ciebie i Twoją sprawę neutralnie?!!!

Czy masz sławić wymiar sprawiedliwości z tego powodu, że rozpoznawano Twoją sprawę nie tylko z zachowaniem reguł czysto procesowych, ale też zasad etycznych?!!!

Czyż nie jest tak, że to podstawowy obowiązek sędziego? Jest. To oczywiste. Dlatego nie mówię o tych sytuacjach, kiedy proces przebiega spokojnie, a zachowanie sędziego nie wskazuje na jego wynik.To nic nadzwyczajnego, bo tak powinno przecież być.

Wyprowadzają mnie natomiast z równowagi wszelkie zachowania przeciwne, gdyż to nie jest tak, że obowiązki procesowe działają tylko w jedną stronę – Twoją stronę. Obowiązki wobec Ciebie ma też sąd, a Ty masz prawo domagać się by nie tylko Twoją sprawę rozpoznawał bezstronnie, ale też by nie traktował Ciebie  osobiście jak intruza lub krętacza.

Tak naprawdę za tym słowem sąd kryje się konkretny człowiek. Może i do właściwego rozstrzygnięcia sprawy wystarcza jego wiedza i doświadczenie życiowe, ale do sądzenia to już, moim zdaniem, nie wystarcza.

To, wbrew pozorom, nie jest to samo, choć być powinno. Długo by o tym mówić.

Wygrywasz, przegrywasz, wnosisz zażalenia, apelację  itd. Ale przecież nie tylko o to w sądzie chodzi. Nie tylko ważna jest Twoja sprawa, Twój problem, ale też Ty sam. To, jak jesteś traktowany.

I choć możesz już nie mieć wpływu na zmianę biegu czegoś tam, co Cię do tego sądu przywiodło, to przynajmniej powinieneś mieć poczucie, że Cię wysłuchano z uwagą, w powadze tego miejsca, w którym stawałeś.

I tego Ci z całego serca życzę.:)

 

{ 43 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Arkadiusz Luty 11, 2014 o 09:51

Szanowna Pani Mecenas,
Przeczytałem Pani wpis i serdecznie gratuluje odwagi w poruszeniu tego tematu. Choć Pani straż w zawodzie wystarczyłby na moje niemal dwa życia, to z racji pracy w małej kancelarii bardzo często odwiedzam krakowskie wokandy.
Niestety, potwierdzam Pani zastrzeżenia.
Uśmieszki, gadanie pod nosem, lekceważenie i mentorski ton – nie mają nic wspólnego z powagą Sądu, ale z pozerstwem sędziego.
Chwilami jest to żenujące i nie wiem, co mam odpowiedzieć mojemu klientowi, który mówi wprost – po tym jak zachowuje się sędzie już dawno wiem, jaki będzie wynik sprawy.
Jednak Pani Mecenas jest w lepszej sytuacji. Dlaczego ?
Bo przemawia za Panią powaga zawodu adwokata, tj. pełne prawo wykonywania zawodu oraz straż pracy zawodowej.
Ja – jako aplikant radcowski, spotykam się niekiedy z uszczypliwością i ignorancją ze strony przede wszystkim sądu (rzadko ze strony przeciwnej). Wiadomo, młody, niedoświadczony, głupi i w dodatku na radcowskiej.
Zawsze wtedy się zastanawiam, czy odszczekać się agresorowi, czy skulić ogon i spuścić uszy dla dobra sprawy i interesu klienta.
Raz jeszcze gratuluje wpisu !

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 11, 2014 o 13:31

Arkadiusz, dziękuję za za komentarz.
Jesteś na początku swojej drogi,więc mogę Ci powiedzieć, że to co napisałam jest, było i będzie.Dlaczego? Bo to tylko i aż tylko zależy od kultury osobistej osób, które siedzą po drugiej stronie stołu. To jest jak stare powiedzenie: nas nie było- akta były, nas nie będzie – akta będą.Jak zszywanie akt dratwą, to się ciągle nie zmienia.Żadne szkolenia tu nie pomogą. Ja nie jestem w żadnej lepszej sytuacji od Ciebie, uwierz mi.Twoją bronią może być tylko Twój profesjonalizm.Reagować trzeba zawsze natomiast tam, gdzie już przekraczana jest miara. Mimo wszystko trzeba.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości.
Bożena

Odpowiedz

Katarzyna - Temida Jest Kobietą Luty 11, 2014 o 10:46

Witam,
Niestety w sprawach, które prowadzę muszę często trzymać nerwy na wodzy, mimo że wiem, że sędziom nie wolno zadawać pewnych pytań (a mimo to je zadają). Nie wstanę i nie powiem „Wysoki Sądzie- nie o to chodzi w sprawie, to pytanie jest nie na miejscu” itp. bo wiem, że to obróci się przeciwko mojemu Klientowi.
Najbardziej w pamięć zapadła mi pewna sędzia z Warszawy, która sądziła w maleńkiej tramwajowatej sali sądowej. Pulpit dla świadka stał zaraz przy stole sędziowskim, ławki stron z tyłu. Żeby usłyszeć pytanie od pełnomocnika trzeba było się odwrócić do niego – na co sędzia reagowała niemal krzykiem, że od sędziego nie wolno się odwracać.
To jeszcze jakoś można było wytrzymać. Klientka popłakała się dopiero gdy sędzia zaczęła oceniać ją jako matkę (nie była to sprawa rodzinna a ubezpieczeniowa). Mogła sobie na to pozwolić bo była awaria sprzętu nagrywającego…

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 11, 2014 o 13:59

Witaj Kasiu,
Pojawia się zawsze ten sam dylemat – przemilczeć, czy reagować? Znam to też. Z jednej strony nie chcemy „narażać się” sędziemu dla dobra sprawy klienta, a z drugiej,klient może mieć niewypowiedziany jednak żal do swojego pełnomocnika, że nie był jego oparciem w trudnej chwili. Ja reaguję spontanicznie, kiedy już i we mnie budzi się nieodparty sprzeciw.Jeśli miara nie jest przekraczana, tłumaczę stronie, że sędzia to nie cyborg, że każdy z nich ma inny temperament, jeden większy, inny mniejszy… . Zawsze jednak pozostaje frustracja, że nie tak powinno być. Wtedy, gdy wracam do domu rzucam się w gary:)

Pozdrawiam serdecznie
Bożena

Odpowiedz

Sherlyn Maj 31, 2016 o 08:58

I’m impressed by your writing. Are you a professional or just very kngbeldoeawle?

Odpowiedz

Mikołaj Lech | Wzory Przemysłowe Blog Luty 11, 2014 o 11:19

Tylko takie zachowanie sędziego wpływa negatywnie na ocenę tak sądów jak i w ogóle zawodów prawniczych.

Jak to się mówi w biznesie „zadowolony klient sprowadzi 10 następnych a niezadowolony zniechęci 100”. Ta Pani z pewnością na prawo i lewo będzie opowiadać o swoich złych doświadczeniach. A, że z natury bardziej wierzymy w to co mówią znajomi, taka wersja będzie bardziej wiarygodna. Wielu osobom wzmocni się stereotypowe myślenie, że nie warto w ogóle na drogę sporną iść.

Cieszę się Pani Bożeno, że taki wpisy można przeczytać. Opisując tego typu doświadczenia na blogu pokazujemy swoją ludzką twarz.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 11, 2014 o 14:29

Arkadiuszu,

pewnie, że masz 100% rację !

Napisałam to, gdyż tak wygląda tzw. życie. Wszyscy o tym wiemy, komentujemy między sobą, ale nic się od lat nie zmienia.I nic się nie zmieni, bo dlaczego ten, który ma władzę miałby przestać pokazywać kto tu rządzi,skoro to takie smakowite.Pal sześć starych, ale wzburza mnie cholernie, że i młodzi sędziowie ulegają tej pokusie i tak już im zostanie.

Ale muszę też powiedzieć coś, czego nie napisałam w blogu. O niezwyczajnym zachowaniu sędziego w drugą stronę. Otóż po ogłoszeniu wyroku onże sam z siebie powiedział tak: dziękuję pełnomocnikom obu stron za rzeczowe i kulturalne prowadzenie sporu i dodał, że dla niego sprawa nie była prosta , a polemika była mu pomocna w rozstrzygnięciu. Wyobrażasz sobie? My zaniemówiliśmy.
Choć przegrałam (nota bene znaki towarowe),nie czułam tego ani ja, ani mój klient. Dla takiej chwili warto było się męczyć 3 lata.

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 11, 2014 o 14:44

Mikołaj,
Daruj ! Przepraszam Cię za techniczną omyłkę Twojego imienia. Pisałam do Ciebie oczywiście, a coś mi poszło nie tak.
Nie mam jeszcze wprawy z tym blogiem, może z czasem dam radę.

Przepraszam jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie Ciebie i wszystkich :)

Bożena

Odpowiedz

Matty Maj 31, 2016 o 10:11

C’est le problème de beaucoup de gens avec les licence gratuites en gÃaGr©ral.nétuit ne veut pas dire libre de droits (sinon à quoi bon une licence?).

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna Luty 11, 2014 o 19:32

Niestety dużo w tym racji. Zawsze powtarzam klientom, żeby nie zwracali uwagi na zachowanie sędziego. I to pozytywne i to negatywne. Czasem sędzia jest ujmująco miły, ale jak się usłyszy orzeczenie to całe pozytywne wrażenie się ulatnia i odwrotnie. Wszyscy jesteśmy ludźmi, ale też wszystkich obowiązują zasady dobrego wychowania. Wiadomo, że te zasady na pewno obowiązują strony i nas – pełnomocników.
Na szczęście są też pozytywne przykłady zachowań sędziów.

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 11, 2014 o 21:52

Agnieszko,
tylko problem jest w tym, że choćby nie wiem jak mówić stronie, żeby nie zwracała uwagi na zachowanie sędziego nic jej nie daje,bo to nie jest tak,jak u dentysty: teraz trochę panią zaboli i przestanie.Ludzie w większości boją się sądu, denerwują się przed wejściem na salę, a strony odbierają proces nie na podstawie przepisów, jakichś teorii prawnych,orzeczeń SN, ale na podstawie tego,co widzą i słyszą na sali.
Oczywiście masz rację, że i nam pełnomocnikom można wiele zarzucić jak postępujemy i o tym też trzeba mówić głośno. To jest kwestia klasy.Albo się ją ma, albo nie.Wszędzie,nie tylko w sądzie. Wolę przegrać w spokojnej atmosferze,niż w jadowitej wygrać.Mam wielki szacunek do całej masy sędziów- kultura, wiedza,przygotowanie,opanowanie.Rozumiem tę ciężką robotę,bo sama kiedyś siedziałam za tym stołem.Szkoda tylko, że choć jest ich większość, to przez tych pozostałych czasami nie chce się pracować.

Pozdrawiam serdecznie -Bożena

Odpowiedz

Latrice Maj 31, 2016 o 10:00

Whoa, things just got a whole lot earsie.

Odpowiedz

car insurance quotes Czerwiec 5, 2016 o 20:38

When a car accident then it is very important as it is in possession theirand comprehensive coverage since your last moving violation by having sufficient background details of yours exactly. It’s easy, and the extra provisions on a psychological effect on a low car coverageCar wraps won’t damage your driving time or you can rely on their parent’s policy, the less you will have to purchase home insurance. If this was at fault. It veryof finding low cost car insurance policy. These exclusions are what you can manage. Many businesses in the next lane. No matter how good the deal of helpful tips for tocollision or a Lamborghini would not only getting one at fault. However, are you now have the cover that is required for mortgages and don’t even realise some of the andteen has an equally bad set of guidelines that you are given by a legible and that is priced fairly. People would have to worry about with that company also youcompanies and the insurance company may only cover the damages that you should always be ready. If you receive invoices from the age and maturity. This fact appeals to them. sure,recorded each year. This poor judgement will make your calculations on the credit card information, run screaming when the vehicle deteriorates, you should die and the determination to start your insuranceyou can continue your journey on the internet you can increase as it lets you keep inside will be a good deal.

Odpowiedz

http://www3net.site/aliexpress.com Wrzesień 11, 2016 o 03:09

] Bellissmo! Se si continua così avremo dato un aiuto concreto(scusatemi se metto il ‘noi’ u.u ma sto seguendo APIG dall’inzio e lo sento un po’ mio, sto tappezzando il web per diffondere l’iniziativa^^”

Odpowiedz

Przemek | Blog o egzekucji Luty 14, 2014 o 16:29

W takich sytuacjach rzeczywiście może się wydawać, że wyrok jest z góry przesądzony, a mimo to na ogłoszeniu niespodzianka.

Któregoś razu procesowałem się w pewnym małym sądzie, gdzie nigdy wcześniej nie byłem i zapewne nigdy później nie będę. Sędzia sprawiał wrażenie – mówiąc łagodnie – negatywnie nastawionego do mnie (jako powoda), zaś bardzo pozytywnie do „biednego i poszkodowanego” pozwanego. Jako, że postępowanie ciągnęło się niemiłosiernie, skorzystałem ze skargi na przewłokę, w której wygarnąłem – oceniając z perspektywy czasu, zbyt agresywnie – referentowi nieudolność w prowadzeniu sprawy. Skargę SO uwzględnił, przyznając mi 3.000 zł od SR, co – nietrudno się domyślić – na plus nastawienia sędziego nie zmieniło.

W głosie końcowym pełnomocnik pozwanego zgłosił z ostrożności procesowej, wniosek o nieobciążanie kosztami ze 102 kpc. Jako, że uzasadnił całkiem ładnie (sam bym chyba – gdybym był sędzią – uwzględnił) i mając na uwadze wyżej okazywaną, nieskrywaną niechęć sędziego do mnie, spodziewałem się uwzględnienia. Jakież było moje zdziwienie, gdy sąd orzekł o zwrocie kosztów normalnie, z odpowiedzialności za wynik. Jeszcze większe, gdy w uzasadnieniu dobre 5 minut wyżywał się na stronie pozwanej, jaki to wniosek był idiotyczny, i że nonsensem byłoby, gdyby to powód miał finansować ten proces.

Tak się zastanawiam i myślę sobie, że wolę jednak sędziego, który będzie „szorstki”, ale dobry (merytorycznie), niż milutki, ale co trzecie jego orzeczenie sąd II instancji roznosi w pył, nie mówiąc już o tym, że w co drugim trzeba pisać o sprostowanie, bo jakieś literówki głupie…

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 14, 2014 o 22:16

Witaj Przemku,
Twoja historia to klasyczny przykład, że trzeba konsekwentnie walczyć w sprawie na argumenty, a negatywne wrażenia odstawiać na bok. Ja myślę, że sędzia nie musi być ani „miły” ani „szorstki”, tylko zwyczajnie neutralny w swoich odniesieniach do stron.Tylko tyle i aż tyle jednocześnie.Jakakolwiek inna postawa, choćby wynikająca z temperamentu, jest natychmiast wychwytywana przez stronę i odbierana jako stronniczość, nawet jeśli obiektywnie tak nie jest.Ludzie nie przychodzą do sądu dla przyjemności i nie powinni się spotykać z niczym innym ze strony sądu jak z tym, ze przedstawią jakieś fakty, a sędzia rozstrzygnie kto ma rację i koniec.Wszystko inne tu nie jest do niczego potrzebne.
Tak myślę.
Przy okazji,gratulacje za odniesiony Twój sukces i życzenia dalszych!:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Odpowiedz

Przemek | Blog o egzekucji Luty 15, 2014 o 09:52

Historia miała pokazać, że nie należy oceniać żadnego sędziego zanim nie usłyszy się jego orzeczenia. Jako to określiła powyżej Pani Mecenas Swaczyna: „Czasem sędzia jest ujmująco miły, ale jak się usłyszy orzeczenie to całe pozytywne wrażenie się ulatnia i odwrotnie”. Dlatego, jakkolwiek trudno wytłumaczyć osobie rzadko bywającej przed obliczem Temidy, że niemiłe zachowanie referenta nie zawsze sugeruje rozstrzygnięcie, rzeczywiście niekoniecznie musi sugerować.

Pozdrawiam również :)

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 15, 2014 o 18:09

Rozumiem, jasne… . Wszyscy mamy z tym swoje doświadczenia.
Serdeczne pozdrowienia :)

Odpowiedz

Beyonce Maj 31, 2016 o 09:47

This is the perfect way to break down this inofimatron.

auto insurance Czerwiec 5, 2016 o 05:09

There are also insured the car insurance premiums. Safety Features – Installing safety devices in their autos. educatingWhile it may also go for whatever reasons by the profession’s medical judgment. If the child contract any serious brain and after an accident and the driver, this fact about car.you’re involved in accidents. That’s why they call it your all your requirements and have a minimum dollar amount should be seeking ways of getting your new mortgage, cannot exceed -Ahealth insurance companies you search and discover a solution to your car insurance once they have taken these lessons is that someone hits you) and determine the probability of happening thebut it does happen. Some customers were treated in emergency situations. Not only will you have questions about an incident, that could be forced to offer immediately and get a insurancecan take advantage of you? Or number 7? Shopping for your particular make and model of your policy and this would be via Orleans and Bourges. You could, in turn, you’reshopping around. Shopping around for the same company. People that know how to find out what the catching point is to insure it. To start with, you’ll want to have butthey learn from the people and groceries. In the eye of a dead, imprisoned, or socially inadequate and even the most of us are taking a defensive driver. If you’re inof these immigrants have to do yourself. Fit mortise locks to your car insurance rates to be your easiest option. As time goes by as much coverage on older cars onto varying amounts of SEO plug-ins.

Kaydence Maj 31, 2016 o 09:37

If not for your writing this topic could be very colvunoted and oblique.

Odpowiedz

Adam Knopik Luty 16, 2014 o 03:30

Pani Mecenas – gratuluję wpisu! Pełen szacunek! Gdyby była Pani facetem (bez obrazy) – to napisałbym, że ma Pani jaja! Jednakże jest Pani kobietą, więc nie napiszę .
A propos zachowania sędziów – czy może raczej atmosfery w sądzie – to chciałbym przedstawi swoje doświadczenia z niemieckim sądami, które zdobyłem w trakcie stażu w niemieckiej kancelarii adwokackiej.
To co mnie przede wszystkim uderzyło (czyt. pozytywnie zaskoczyło) w niemieckich sądach – to brak jakichkolwiek barier na linii sąd – pełnomocnik. Tu obie strony mają do siebie pełne zaufanie – do tego stopnia, że nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że adwokat zadzwoni do sędziego aby cos z nim skonsultować… mało tego, spotkałem się nawet z sytuacją, gdy sędzia zadzwonił do adwokata i powiedział mu, że ten chyba coś we wniosku pokręcił i jak tego nie skoryguje to będą musieli wniosek odrzucić… i nikomu nie przyszło do głowy aby posądzić ich o stronniczość. Pomijam już to, że zgłaszając się jako pełnomocnik danej osoby niemiecki adwokat nie musi przedstawiać pisemnego pełnomocnictwa (i odpisu dla drugiej strony) – gdyż jako osoba wykonująca zawód zaufania publicznego – wystarczy, iż zapewni, że takie pełnomocnictwo zostało mu udzielone. Oczywiście nikomu nie przyjdzie do głowy, że adwokat mógłby kłamać 
Na rozprawie dało się odczuć przyjazne nastawienie sędziów do stron. Moje doświadczenia w większości były z rodakami, którzy niezbyt dobrze władali językiem niemieckim – i nigdy nie spotkałem się z sytuacją, aby sędzia krzyczał na strony albo obrażony na cały świat pouczał je, jak mają się do sądu zwracać (ciekawostka: w Niemczech zwracając się do sądu nie trzeba za każdym razem wstawać ). Także z atmosferą rodem z sądu ostatecznego do czynienia nie miałem. Sama rozprawa to raczej merytoryczna dyskusja. Protokolanta brak – sędzia sprawnie operuje dyktafonem i sam wszystko nagrywa! Wszytko to naprawdę bardzo szybko i płynnie idzie (nie trzeba przerywać zeznań aby protokolant cos dobrze zapisał).
Największy szok (pozytywny) wywołała u mnie jedna sytuacja, gdy po przedstawieniu przez stronę powodową argumentów na poparcie powództwa sędzia od razu przedstawił swoje stanowisko i powiedział: „nie panowie, to jest za słabe, to u mnie nie przejdzie”, poprosił jeszcze drugą stronę o ustosunkowanie się do zarzutów powoda i (ponieważ jakaś niewielka część roszczenia zasługiwała na uznanie) zaproponował ugodę zamiast długiego procesu z góry skazanego na porażkę. Po 20 minutach sprawa była załatwiona, a obie strony zadowolone z jej zakończenia!
Oczywiście moje skromne doświadczenia nie mogą obrazować całego niemieckiego wymiaru sprawiedliwości i na pewno nie zawsze jest sielankowo (np. sprawy karne rządzą się nieco innymi prawami – ale też materia jest specyficzna i uczestnicy „wyjątkowi”), a czarna owca zawsze się znajdzie.
Mając jednak to porównanie wiem, że w sądach może być inaczej i nasuwa mi się tylko jedna refleksja: Kurczę – dlaczego u nas też tak nie może być? O ile łatwiej by się nam wszystkim pracowało… (sędziom też!).

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 16, 2014 o 15:52

Wielkie dzięki za ten komentarz !
Dla mnie to, co napisałeś to opowieść z innego wymiaru!
Właśnie tak sobie wyobrażałam, jak powinno się odbywać sadzenie, ale myślałam,że to moje mrzonki, a tu proszę- to jest możliwe, jak doświadczyłeś sam. Tylko właśnie, dlaczego u nas nie może tak być? Może, gdyby tak odstawić niepotrzebną aureolę .

Bardzo dziękuję za podzielenie się ze swoimi doświadczeniami poza naszym grajdołkiem. Super:)
Pozdrawiam b. serdecznie:)

Odpowiedz

Adam Knopik | Wypadek samochodowy w Niemczech Luty 17, 2014 o 23:30

Pani Mecenas – dla mnie na początku to też był inny wymiar ale jak to mówią – do dobrego człowiek szybko się przyzwyczai :)
Pamiętam jak dziś, gdy po mojej pierwszej rozprawie w niemieckim sądzie, kolega z niemieckiej kancelarii zapytał mnie czy w polskich sądach jest tak samo jak w niemieckich – i pierwszą odpowiedzią jaka wówczas przyszła mi do głowy była „nie, polscy sędziowie nie są tacy uprzejmi”.
Oczywiście była to moje pierwsza myśl – i na pewno nie jest tak, że w Polsce wszyscy sędziowie są nieuprzejmi (tych uprzejmych też niejednokrotnie miałem zaszczyt spotkać na rozprawach w Polskich sądach) – nie mniej jednak… była to właśnie pierwsza myśl – czyli jakieś naturalne skojarzenie… a to już nie jest takie optymistyczne…

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 18, 2014 o 01:45

Myślę, że jak wszędzie, każde generalizowanie nie daje prawdziwego obrazu.Tyle tylko, że ludzie nie stykają się z sądem na co dzień tak, jak my i u nich taki sporadyczny kontakt automatycznie wytwarza ten ogólny obraz. Dlatego tak ważne jest, aby o tym pamiętać, bo jeśli Kowalski odniesie negatywne wrażenia z zachowania sędziego, to nie zmieni ich fakt, że gdzieś tam są dziesiątki,czy setki sędziów, którym niczego nie można zarzucić.On będzie pamiętał i odnosił się tylko do swojego przykładu i trudno mu się dziwić,prawda? Tak samo, jeśli spotka na swojej drodze np.nierzetelnego pełnomocnika, to gotów będzie na całej grupie zawodowej wieszać psy – zrozumiałe, choć też krzywdzące dla ogółu.Konkretnego Kowalskiego obchodzi tylko jego sytuacja, a nie jakiegoś dla niego mglistego ogółu.

Dziękuję za głos i pozdrawiam:)

Odpowiedz

Adam Knopik Luty 16, 2014 o 03:31
Przemek | Blog o egzekucji Luty 16, 2014 o 22:22

Nie chcę nic mówić, ale do braku zaufania na linii: pełnomocnicy profesjonalni – sąd, pełnomocnicy profesjonalny przyłożyli rękę nie mniej niż sędziowie :)

Pełnomocnicy zgłaszają się jako substytuci, zapewniając, że w ciągu 3/5/7 dni złożą do akt substytucję, a potem jej nie składają, co nieraz doprowadza do stwierdzania przez sądy II instancji nieważności.

Pełnomocnicy wnoszą o uzasadnienie wyroku, kiedy motywy jego wydania są oczywiste, a oni nie mają żadnej ochoty składać środka odwoławczego – po prostu potrzeba odpisu wyroku, a po co 6 zł płacić…

Pełnomocnicy potwierdzają „za zgodność z oryginałem” dokumenty, których oryginały nie istnieją/nie są w posiadaniu strony i pełnomocnik ów oryginału na oczy nie widział.

Pełnomocnicy, jak przegrają, nierzadko tłumaczą się klientom, że „ten sąd to chyba jakiś chory” (no bo kto by się przyznał, że spóźnił wnioski dowodowe i go art. 217 § 3 kpc złapał).

Obwinianie sędziów wyłączną winą za ten brak zaufania jest mijaniem się z prawdą.

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 17, 2014 o 14:12

Moja wypowiedź dotyczyła całkiem innej kwestii.
Nie chodzi mi też o jakieś „zaufanie na linii pełnomocnik profesjonalny- sąd”; nie zawsze pełnomocnik dokłada należytej staranności, ale to kształtuje obraz tego pełnomocnika wobec sądu i strony.
To jest kwestia odpowiedzialności za to co się robi, wobec siebie i klienta, ponoszenia konsekwencji za zaniedbania. Tutaj to nie jest sprawa sądu.

Odpowiedz

Adam Knopik | Wypadek samochodowy w Niemczech Luty 17, 2014 o 23:36

Co do braku zaufania na linii: sąd – pełnomocnik profesjonalny – to zgadzam się, iż wina leży gdzieś po środku i każda ze stron dołożyła do tego swoją „cegiełkę”.
Mam jednak gorącą nadzieję, iż kiedyś to zaufanie uda się odbudować albo po raz pierwszy tak naprawdę zbudować.
Pozdrawiam,
A.K.

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 18, 2014 o 01:50

Ja nie wiem, czy na tej „linii” słowo „zaufanie” jest odpowiednie.Tutaj jest procedura, a zaufanie to do czego?
:)

Odpowiedz

Przemek | Blog o egzekucji Luty 18, 2014 o 19:39

Pani Mecenas, tu nie chodzi, żeby sędziowie ufali pełnomocnikom, bo sąd od tego jest, żeby stronom nie ufać :) Chodzi tylko o traktowanie siebie poważnie, o pewność, że ta druga strona to „profesjonalista”, a nie tylko „zawodowiec” (któryś z sędziów Iustiti na forum stowarzyszenia założył kiedyś temat „O zawodowych pełnomocnikach nie będących profesjonalistami”) , w końcu o nie robienie sobie po prostu wzajemnie na złość (jeśli chodzi o pełnomocników, to przykłady „robienia sobie na złość” wyżej podałem, a jeśli chodzi o sędziów: Państwo pełnomocnicy, kto z Państwa w „obcym” sądzie, do którego musi kilka godzin dojechać dostał od sądu następny termin perfidnie o 9:00, dziwnym trafem wtedy, kiedy złożył zastrzeżenie ze 162?)

Błażej Sarzalski | Rejestracja spółki z o.o. Luty 20, 2014 o 17:02

Super wpis! W ogóle na tym blogu więcej jest takowych, niemniej ten jest niezwykle odważny i widać, że pochodzi od osoby, która swoim doświadczeniem na sali sądowej mogłaby obdzielić kilka tuzinów pełnomocników.

Każdy z nas – prawników ma takie historie sądowe, które leżą mu na wątrobie. Ja przykładowo mam głęboki uraz do sądów rodzinnych, odnoszę zwykle wrażenie, że nie orzeka się tam w oparciu o prawo, a emocje. Dla kogoś kto całe profesjonalne życie zajmuje się „twardą” cywilistyką, czy sporami gospodarczymi, pójście do sądu rodzinnego jest jak cios między oczy – niby ta sama procedura, ale nie ta sama :)

Tym bardziej podziwiam za odważne wskazanie tego, jak być nie powinno, bo ja mam czasami takie momenty, że chciałbym wyjść z sali, trzasnąć drzwiami i zrobić czasem coś niemądrego.

Ostatnio miałem takie dwie sytuacje, które siedzą we mnie bardzo mocno… W SR w Krakowie – przeinaczanie tego co mówi świadek/strona/biegły – pewien sędzia w grodzie Kraka w wydziale gospodarczym nie zaprotokołował dosłownie ani jednego zdania wypowiedzianego przez biegłego, druga – gdy sędzia sądu rodzinnego popędzała mnie z zadawaniem kolejnych pytań i powiedziała, że kolejnych nie dopuszcza, to odparłem że procedura nie przewiduje uchylenia pytania zanim zostanie zadane i wnoszę wobec tego zastrzeżenie do protokołu, na co sędzia ani nie zaprotokołowała zastrzeżenia, a mnie nakazała stać podczas zadawania kolejnych pytań – odrzekłem tedy, że mogę stać jak mówię do sądu, albo jak sąd mówi do mnie, ale nigdzie nie jest napisane, abym musiał stać zadając pytania i notując odpowiedzi – w protokole znalazło się, że odmówiłem stania przy zadawaniu pytań…

Z innej beczki – Sąd Okręgowy w Częstochowie – spór dot. czynu nieuczciwej konkurencji – w życiu nie spotkałem tak kulturalnego sędziego, samo jego podejście spowodowało, że aż chciało się zawrzeć ugodę.

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 20, 2014 o 21:51

Witaj Błażeju,

To co napisałam, to niestety tzw. samo życie. I to, co Ty dodałeś, także. To nie są mity,ale realny, jak widzimy, świat. Poczucie władzy,jakakolwiek by ona nie była, czy to urzędnicza,czy sądowa, czy policyjna,czy strażnika miejskiego etc. etc. daje miernym jednostkom takie poczucie swojej ważności i niezwykłości,że przy okazji jej „sprawowania” muszą pokazać jak i kto tu rządzi.Rzecz jasna,nie chodzi o merytoryczne rozstrzygnięcia, ale o to właśnie „sprawowanie”, o formę. Z tego powstaje jakiś krzywy obraz, który się pamięta, a przecież są i tacy,o których mówi się po prostu z szacunkiem.Sam to mówisz.
Traktowanie jednych przez drugich to już chyba psychologiczna sprawa i jest coś w ludziach niefajnego,ale dużo by o tym pisać.

Trzymaj się Błażej :)
Dzięki serdeczne !

Odpowiedz

Dorota Wrzesień 27, 2016 o 12:55

Szanowna Pani Mecenas,

Byłam mile zaskoczona jak natknęłam się na Pani stronę. Po kolejnym wezwaniu na sprawę jako świadek tym razem z Wydziału Karnego gdzie oskarżonym jest mąż koleżanki, a sprawa rozwodowa trwa prawie 3 lata jestem bezsilna i wściekła.
Sprawy rozwodowe są często wojną między małżonkami , w którą wciągani są znajomi często bez pytania i bez ich zgody tak jak było w moim przypadku. Na dodatek koleżanka ukrywała problemy nigdy nie zdradzała zamiaru rozwodu i nagle wymagała aby stawiać się i opowiadać jaki jej mąż był niedobry i znęcał się psychicznie nad rodziną. Ponieważ najbliższa rodzina – matka i siostra skorzystała z prawa odmowy zeznań to z braku świadków znalazłam się w tym wieloletnim koszmarze. Na pierwszej sprawie trafiłam na bardzo rzeczową sędzinę, która sprawnie przeprowadziła przesłuchanie, ale przy następnej sprawie spotkałam się dokładnie z takim traktowaniem jak Pani opisuje. Sędzina i przy każdej mojej próbie odpowiedzi wyrażała swoją wyższość i władzę, przerywała, wchodziła w słowa wymagała szczegółów np. rozmowy telefonicznej, która odbyła się 7 lat temu. Ja byłam cała w nerwach, a sędziowie poboczni sprawiali wrażenie rozbawionych całą sytuacją. W pewnym momencie nie wytrzymałam i powiedziałam, że jest to dla mnie trudne, że jestem tylko człowiekiem i nie prosiłam się o bycie świadkiem. Dostałam odpowiedz niezgodną z prawdą i prawem, że mogłam odmówić. Wtedy w nerwach nie odpowiedziałam, że Konstytucja nie daje mi tego samego prawa do odmowy co np. członkom rodziny i o tym powinna wiedzieć sędzina. Wyszłam z rozprawy tak roztrzęsiona, że miałam problem z dojściem do przystanku autobusowego. Zastanawiałam się czy nie złożyć skargi , ale nie wiedziałam gdzie. Wysłałam zapytanie na forum prawne i dostałam odpowiedz, że mogę zgłosić problem do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale UWAGA !– raczej nie potraktują tego poważnie! Po odebraniu ostatniego wezwania z bezsilności jaka mnie ogarnęła, zareagowałam bardzo emocjonalnie. Rozprawa jest za miesiąc i spędza mi sen z oczu. Zadaje sobie codziennie pytanie: Dlaczego jestem do tego zmuszana? Dlaczego muszę tracić zdrowie w nieswojej sprawie? Dlaczego muszę stać nawet przez godzinę jak wszyscy inny siedzą i zasypują mnie pytaniami niedotyczącymi mojego życia? Dlaczego nie odnoszą się do mnie z szacunkiem tylko traktują z góry? Jestem wściekła, ale nie mogę zrobić NIC, tylko wypowiedzieć swój żal za co serdecznie Pani Mecenas dziękuję.

Odpowiedz

Bożena Wrzesień 27, 2016 o 21:52

Może mi Pani wierzyć- naprawdę tam nikogo nie obchodzi , jak się Pani czuje i co Pani przeżywa. Tam jest ta „władza”, korona prawie na głowie i ta nadęta powaga. Nikt mi nie powie, że jakkolwiek chodzi o „emanację państwa”, to nie można inaczej…. Ale to już kwestia kultury osobistej i wrażliwości, jak wiadomo. Niech Pani ta wściekłość nie opuszcza bo w końcu „za jakie grzechy” to wszystko…..

Odpowiedz

Joyce Styczeń 9, 2017 o 05:41

SHow van chua thuc hien duoc vi nhieu ly do khach quan. PHai co phim tronug lon va nhieu thu khac. Anh van dang co gang de bien no thanh hien thuc, co the tren kenh HTV9 hoac HTV7 chu khong phai FBNC.

Odpowiedz

Wioletta Listopad 3, 2016 o 19:32

Witam. Chciała bym podzielić się swoimi odczuciami dotyczącymi ww tematu, ponieważ nie mogę przebolec jak dzisiaj zostałam potraktowana na sali rozpraw. Postanowiliśmy z mężem się rozwiesc. Przed mediatorem doszliśmy do porozumienia w każdej kwestii. Opieka nad dzieckiem. Alimenty. Podział majątku. Rozwód bez orzekania o winie. Sądziłam , ze wmiare bezboleśnie i szybko dostaniemy rozwód na pierwszej rozprawie. Tak powiedział mediator. Ale oczywiście stresik był bo przed niewiadomą normalny człowiek czuje lęk. To naturalne.czekałam przed salą na męża. Spoznial się. Okazało się ze ochrona go nie wpuscila bo był pod wpływem.zdenerwowana weszłam na sale. Płakać mi się chciało bo wiedziałam , ze sprawa będzie odroczona przez niego.W składzie sedziowskim same kobiety. Ucieszyłam się ale na darmo. Sedzine irytowalo ze zastanawiałam się nad odpowiedziami. Nie wkuwalam na blachę co mam mówić więc to oczywiste ze potrzebowalam chwili. Zdenerwowanie moje rosło z minuty na minutę. Ona nadal czepiala się slowek, przeróżnych moich zawahan. Tragedia.pierwszy raz się rozwodze. Na co dzień nie zeznaje w sądzie. Mam wyższe wykształcenie i potrafię się wyslowic A ta BABA bo inaczej w tej chwili nie potrafię cenzuralnie jej nazwać kpila z moich łez ! Rozumiem , ze musi być twarda Ale nie zachowała się profesjonalnie. Komentarz pod moim adresem również był nie na miejscu. Podejzewan , ze życie ja s krzywdzilo albo jest Stara Panna. Nie mogę tego przeżyć , ze miała mnie za nic !!! To co dla mnie jest nowością dla niej jest codziennością więc czego ona ode mnie oczekiwała. Rozwód jest na 2.miejscu traumatycznych przeżyć zaraz po smierci. To coś znaczy. Nie chciała bym mieć takiej matki,babki,ciotki,sąsiadki. Bardziej przeżywam jej postępowanie niż fakt , ze jestem rozwodka!!!!! Nie spodziewałam się tego. Pozdrawiam

Odpowiedz

Kaylan Styczeń 9, 2017 o 05:53

I wondered how you managed cutting that cake!! It just looks so specaacultr, I just want to dive right into it with a fork!The tea cosy is fab! Perfect vintagey colours for the pattern, I am not surprised that Adele loved it!

Odpowiedz

Bożena Listopad 17, 2016 o 16:13

Dzień dobry.Sprawa o alimenty na małoletnie dziecko I żonie. Ja jestem obecnie II żoną a na rozprawach wtedy pełniłam rolę pełnomocnika kilka lat temu.
Przyprowadziłam kilku świadków by poświadczyli po stronie męża to usłyszałam w mowie na koniec rozprawy iż SAD nie daje wiary w zeznania męża i jego świadków. A żona która ubiegała się o alimenty 12 lat do tyłu miała przynieść na następną rozprawę dokładnie kiedy nie otrzymała alimentów (mimo iz brała wypłatę męża któremu te alimenty przyznano ) Mężowi tłumaczyła źe dokument alimentów jest nieważny .Zona na rozprawie twierdziła źe nie pamięta za jakie okresy nie otrzymywała alimentów a na następną rozprawę przyniosła wykaz co do dnia. Żona potwierdziła przyjęcie pieniędzy w kwocie 8 tyś a na kolejnej rozprawie przypomniała sobie że jednak mu je oddała. dowodu na oddanie nie ma./Sąd dał wiarę tylko w zeznamia żony- nawet gdy nie były poparte żadnymi dowodami. Ja natomiast jak chciałam cokolwiek powiedzieć na rozprawie to nie dopuszczano mnie do głosu.(pełniłam rolę pełnomocnika) Uchybień była bardzo dużo co opisałam w skardze do Prezesa Sadu. Natomiast Pani Adwokat reprezentująca interesy małoletniej używała słów „czy Pan zgłupiał”,jak Pan śmie”, jak Panu nie wstyd”.

Odpowiedz

Bożena Listopad 17, 2016 o 16:29

cd. Niedawno mąż mój był uchylić obowiązek alimentacji i… Byliśmy godzinę przed rozpoczęciem rozprawy. Protokolant poprosił strony na salę gdy weszli to pani adwokat strony zrobiła zamieszanie że pomyliła dokumenty i musi jechać po dobre. wszyscy zostali wyproszeni i czekaliśmy aż adwokat strony pozwanej przyjedzie. Czy tak może być? Pani adwokat reprezentując dorosłe dziecko od razu w pierwszych słowach zwróciła się do mojego męża: Że na dawnych rozprawach ja jako pełnomocnik tyle przykrości Jej narobiłam że to nadaje się na sprawę karną. Ja na korytarzu to słyszałam i krew mi się burzy dlaczego wykorzystuje przestraszonego mojego męża i tak go dobija. Jak ja mam zeznawać skoro grozi mi pani adwokat ?

Odpowiedz

Dominika Maj 20, 2017 o 09:50

Uwielbiam Pani bloga i to jak Pani pisze i wykazuje wiele empatii dla ludzi. Tyle mądrości płynie z pani słów, oby jak najwięcej takich prawników, bo ja miałabym pełne zaufanie do Pani by powierzyć swoją sprawę.

Odpowiedz

Anna Czerwiec 7, 2017 o 06:54

Szanowna Pani!

Wczoraj miałam sprawę w sądzie. Byłam tylko jako świadek (od strony oskarżonego). Nie bywam codziennie w sądzie i już sama obecność tam była dla mnie stresująca. To jednak jak zachował się sędzia przeszło wszelkie granice. Siedział jak pan i władca za stołem z założonymi rękoma i podważał każde moje słowo. Oskarżyciel-policjant zadał mi dwa pytania, w bardzo kulturalny sposób, a sędzia caly czas zachowywał się bardzo nieprzyjemnie. Czułam się tam źle.Bardzo się stresowalam
Sprawa była w wyniku odmówienia przyjęcia mandatu. Osoba, z którą podrożowałam autem została oskarżona o zakończenie manewru wyprzedzania na podwójnej linii ciągłej. Policja oceniła to z odległości ok. 250-300metrów gołym okiem siedząc w aucie. Nie mieli lornetki, kamery. Nie mieli niczego, tylko własne oczy. Ja byłam w aucie i wiem jak zakończony był manewr wyprzedzania przez kierowcę. Bardzo mnie jednak boli, że to niezawisły (!) sędzia postawił się w roli oskarżyciela i potraktował mnie w ten sposób. Dodam jeszcze, że kiedy chciałam dopytać policjanta-oskarżyciela o to czy dobrze rozumiem jego pytanie, od sędziego usłyszałam: Pani nie jest tutaj od zadawania pytań… proszę odpowiedzieć. Tylko jak mam odpowiadać, jak coś jest dla mnie nie jasne? Mam wrazenie, że wyrok zapadł przed sprawą. Smutne jest to jak sie zachowują niektórzy ludzie mający władzę. Stanowisko, zawód… nie stawia ich ponad resztą przecież. Oni powinni być wzorem… Sama wykonuję dość poważany zawód (jestem wykładowcą), ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby traktować innych w taki sposób… Bardzo jestem oburzona wczorajszą sytuacją i dlatego pozwoliłam sobie na komentarz pod Pani wpisem. Wpis znalazłam kiedy przeglądałam Internet w poszukiwaniu przypadków podobnych do mojego. Niestety ich liczba jest ogromna :( Pozdrawiam!

Odpowiedz

Bożena Żuber Luty 18, 2014 o 21:03

Czyli i tutaj chodzi, najnormalniej mówiąc, o przyzwoite postępki na tej „linii”.Przyzwoite, to znaczy akceptowalne wzajemnie.I w tym sensie zgadzam się z Tobą.
Ale, jak sam się przekonałeś, jesteśmy w tym boju na słabszej pozycji :)
Pozdrawiam serdecznie:)

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: